W związku z czwartą rocznicą pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę uruchamiamy akcję społeczną podkreślającą potrzebę aktywnego wsparcia Ukrainy.
Europa ma talent do przyzwyczajania się do rzeczy niezwykłych. Wojna, ktora w 2022 roku wydawała się szokiem cywilizacyjnym, dziś bywa traktowana jak stały element krajobrazu. Coś jak korek na obwodnicy: irytuje, ale człowiek przestaje się dziwić. Tymczasem wojna nie przestała być wojną tylko dlatego, że my przestaliśmy ją codziennie przeżywać. Front ukraiński jest pod ogromną presją. Ukraina walczy, ale walczy w warunkach, w ktorych zmęczenie Zachodu jest rownie groźne jak rosyjska artyleria. W Polsce widać wyraźnie spadek entuzjazmu.
Kolejne agencje i ośrodki badawcze raportują rosnącą ambiwalencję: Polacy nadal chcą, by Ukraina się broniła, ale coraz częściej pytają o koszty, granice i sens długotrwałego wysiłku. Nie jest to zaskakujące. Solidarność jest cnotą, ale nie jest paliwem odnawialnym. A rosyjska propaganda doskonale rozumie, że nie musi nikogo przekonywać do miłości do Kremla. Wystarczy, że przekona ludzi do znużenia, sceptycyzmu i myśli, że „to już nie nasza sprawa”. I robi to konsekwentnie, skutecznie, masowo. Dlatego potrzebujemy jasnego przekazu. Spokojnego. Bez moralizowania. Bez emocjonalnego szantażu. Po prostu prawdziwego: to nie kwesWa Twoich sympaWi, ale polskiego bezpieczeństwa.
Oto dziesięć powodów, dla których warto wspierać Ukrainę — nawet jeśli ktoś wolałby nie słyszeć już ani jednego słowa o tej wojnie.
1. Rosja nie jest państwem status quo. Rosja jest państwem ekspansji. W Europie
Zachodniej granice są faktem. W rosyjskiej tradycji bywają raczej projektem. Rosyjska
państwowość rozwijała się poprzez pochłanianie sąsiadów. Nie chodzi o
moralizowanie. Chodzi o chłodny opis sposobu działania państwa imperialnego.
Imperium rzadko samo z siebie mówi: dość. Zatrzymuje się dopiero wtedy, gdy
napotyka opór.
2. Polacy rozumieją Rosję lepiej niż większość Europejczyków. Niestety z własnego doświadczenia. Europa Zachodnia ma tendencję do traktowania Rosji jak trudnego partnera handlowego. Europa Środkowa traktuje Rosję jak zjawisko historyczne, które regularnie wraca w najgorszym możliwym momencie. Rozbiory, 1920, 1939, Jałta, dekady dominacji sowieckiej — to nie są abstrakcje, tylko pamięć wpisana w biografie rodzin. Przy okazji Europy: warto pamiętać, że w 1920 pomoc z Zachodu była istotnym czynnikiem warunkującym nasze ówczesne zwycięstwo.
3. Historia uczy jednej zasady: Moskwę zatrzymuje się jak najdalej od Warszawy. W XVII wieku Rzeczpospolita próbowała układać relacje z Kozakami. W XX wieku Piłsudski zawarł sojusz z Petlurą przeciw bolszewikom. Te projekty miały swój dramatyzm, ale ich logika była prosta: bezpieczeństwo Polski zależy od tego, co dzieje się na wschód od niej. Geografia naszego regionu zawsze miała konsekwencje bardziej brutalne niż gdzie indziej.
4. Najwięksi polscy patrioci zawsze rozumieli potrzebę sojuszy na Wschodzie. Piłsudski w polityce nie był sentymentalny a Giedroyć i Mieroszewski naiwni. A jednak wszyscy powtarzali: Polska nie może być bezpieczna, jeśli Ukraina, Litwa i Białoruś są rosyjską strefą wpływów. To była doktryna realistyczna, nie emocjonalna.
5. Perspektywa rosyjskiej Ukrainy jest dla Polski poważniejsza, niż wielu chce przyznać. Jeśli Ukraina przegra, Polska znajdzie się w zupełnie innym świecie.
Militarnie — rosyjskie wojska będą bliżej. Politycznie — Moskwa odzyska apetyt.
Gospodarczo — region stanie się strefą permanentnego ryzyka. Rosja nie traktuje
sąsiadów jako równych podmiotów. Traktuje ich jako przestrzeń do eksploatacji i kontroli.
6. Armia ukraińska jest dziś najsilniejszą armią lądową Europy. Europa ma wiele armii na papierze. Ukraina ma armię w praktyce. To największa i najbardziej doświadczona siła lądowa na kontynencie, która wie, jak walczy Rosja: nie w teorii, lecz w okopach, dronach i logistyce pod ogniem. Jej upadek oznaczałby strategiczną lukę dla NATO, zwłaszcza dla Europy Środkowej i Północnej (mimo że – co oczywiste – sama Ukraina
nie należy do NATO).
7. W polskich debatach o Ukrainie zwykle pomija się gospodarkę. A przecież dla wielu europejskich państw to właśnie interes ekonomiczny jest pierwszym językiem dyplomacji. W ciągu ostatniej dekady polski eksport do Ukrainy wzrósł czterokrotnie. Dziś wciąż nie dorównuje rekordom handlu z Unią, ale jego potencjał jest znacznie większy niż obecne liczby. Zwycięstwo Rosji byłoby dla Polski gospodarczą klęską. Nie dlatego, że natychmiast stracimy 15 mld dolarów obrotów. Straty przyjdą stopniowo. Prawdziwa cena będzie inna: utracone szanse na dynamiczny wzrost w przyszłości. Ukraina może stać się jednym z najważniejszych rynków ekspansji dla polskich firm. Zamknięcie jej w rosyjskiej strefie wpływów oznaczałoby zablokowanie tej drogi na
dekady. Jeśli ktoś zarzuca Niemcom, że traktują Europę Środkową jako przestrzeń gospodarczej ekspansji, powinien dostrzec, jak wielką stratą byłoby oddanie Ukrainy Rosji. To nie tylko porażka geopolityczna. To katastrofa biznesowa.
8. Upadek Ukrainy oznacza migracyjną destabilizację na skalę, której nie da się „zarządzić”. Polska już przyjęła miliony ludzi. Ale porażka Ukrainy oznaczałaby falę znacznie większą, bardziej zdesperowaną i bardziej trwałą. Wsparcie Ukrainy jest także próbą uniknięcia chaosu, który uderzyłby w Polskę najmocniej.
9. Zwycięstwo Rosji byłoby nagrodą dla agresji. Europa już raz znała taki świat. Jeśli
agresja zostanie nagrodzona, inni wyciągną z tego prostą lekcję: siła bywa skuteczna.
To bardzo zły precedens dla kraju, którego historia jest w dużej mierze historią bycia
ofiarą podobnych działań. Tym bardziej, że – jak się wydaje – koncert mocarstw
globalnych będzie preferował „projekty” i „precedensy” jako narzędzia polityki zagranicznej. Najgorszy scenariusz nie jest fantazją. Jest realną możliwością. Europejczycy lubią myśleć, że „jakoś to będzie”. Historia Europy Środkowej jest w dużej mierze historią tego, jak kończy się myślenie „jakoś to będzie”. Ukraina może przegrać, jeśli Zachód się zmęczy. Polska nie może sobie pozwolić na komfort
myślenia teoretycznego.
10. Chrześcijaństwo nie pozwala udawać, że agresja jest neutralna. Kardynał Grzegorz Ryś mówił jasno: nie możemy pozostać obojętni. Miłosierdzie nie jest naiwnością. Jest częścią tożsamości europejskiej, którą uważamy za własną. Pomoc napadniętemu nie wymaga sympaWi. Wymaga elementarnej przyzwoitości.
Wspieranie Ukrainy nie oznacza jej idealizowania. Ukraina nie musi być doskonała i nie jest. Korupcja niespotykana u nas na taką skalę to tylko jeden z dobrych argumentów, aby pozostać sceptykiem. Można krytykować jej błędy, można pamiętać spory historyczne. Ale strategiczny fakt pozostaje prosty: Ukraina nie może stać się rosyjską bazą wojskową tuż obok Polski. To nie emocjonalna lojalność. To interes naszego państwa.
Warto dopowiedzieć jeszcze jedną rzecz, która często ginie w sporach: pomoc ma wiele form. Nie każdy musi robić wielkie gesty ani wypisywać manifesty. Czasem wystarczy wesprzeć organizacje kościelne, medyczne, dorzucić się do generatorów i opatrunków, pomóc uchodźcom w pracy i integracji, albo wpłacić środki tam, gdzie idą bezpośrednio na obronę. Wojna jest zbiorowym wysiłkiem. Tak samo jak
odporność społeczeństwa.
Trudno się w tym zorientować?
Tutaj przygotowaliśmy naszą akcję pomocy humanitarnej poświęconą 4 rocznicy.
Jest sprawdzony w 100%, jest cywilny ale blisko frontu – tam gdzi potrzeby są najbardziej dramatyczne. Warto zajrzeć, choć oczywiście takich sposobów na pomoc jest dużo więcej. Pomoc Ukrainie nie jest konkursem na wrażliwość elit. To jedna z najprostszych lekcji polskiej historii: Rosja imperialna zatrzymuje się tylko wtedy, gdy zostanie zatrzymane.
